_Blog gagac
grrr 2007-04-23

im bardzie probuje nie przejmowac sie otoczeniem, tym bardziej mnie krew zalewa na to co sie dzieje. chodzi mi o ogolne zepsucie dzisiejszej popkultury, a w z wiazku z tym jej glownych odbiorcow - mojego pokolenia. wlasnie natknelam sie na ogloszenie na forum internetowym - reklamowalo sie jako najlepsze miejsce na poznawanie nowych przyjaciol. CO KURWA?! PRZYJACIOL?! przez kabel?! litosci! potem ludzie nie potrafia ich znalezc w swiecie realnym (w odroznieniu od wirtualnego)!
w sobote bylam w jednym z piekniejszych miejsc jakie znam - w toruniu. to miasto ma naprawde niesamowity klimat, a bedac oprowadzana przez ojca, ktory mieszkal tam jakis czas majac jakies 20 lat, calkowicie wyczulam klimat tych lat 80, knajp studenckich, muzyki podziemia i, przede wszystkim, otwartosci ludzi - poznawanie sie na ulicy, spontaniczne zagadywanie nieznajomych.. plakac mi sie chce ze zyje w tak dekadenckim kawalku czasoprzestrzeni. jasne ze moglam trafic gorzej, kto wie, co sie dziac bedzie z kolejnymi pokoleniami.
to samo cholerne uczucie mam za kazdym razem jak ogladam 'a hard day's night'. co nam po rozwoju techniki, skoro tak zatrzymuje rozwoj realcji miedzyludzkich?

SPALE INTERNET!!!!

ZATRZYMAM TELEWIZJE!!!!

WYJDZCIE NA ULICE, FIUTY!!!!!!!


na krawedzi. 2007-02-10

jak bylam mala zawsze wskakiwalam w kazda napotkana kaluze i chlapalam dookola. to bylo w epoce kolorowych kaloszy. w koncu babcia wytlumaczyla mi ze kaluze nalezy omijac. wtedy jednak to slowo nie mialo dla mnie tak jasnego znaczenia jak dzisiaj, wiec chodzilam miedzy kaluza a sucha gleba, tam gdzie asfalt jest jeszcze mokry, ale nie ma wody do rozpryskania. na krawedzi.

jutro koncze 18 lat, a wlasnie obdlubalam brzegi urodzinowego tortu, jakbym miala pięć lat. mama mnie zabije jak sie dowie!


wielkie nic 2007-01-13

mam ochote wyrzygac wszystko co we mnie siedzi. wszystko!

choc jak mowi piosenka
If you don't want pain, you don't understand.

a ja odkrywam cale poklady roznych interpretacji tego zdania.


szukam meliny! 2006-12-27

jutro przyjezdzaja do mnie 'kuzyneczki'. nazwa zawiera w sobie ich uroczy wiek (chyba 10 i 12 lat), stopien piskliwosci (maskymalny, jak je ostatnio widzialam), zajebiste ADHD i mamusie - moja ciocie, ktora gada bez wzgledu na to czy ma cos do powiedzenia i ktos chce jej sluchac, czy nie.
w zwiazku z ta przykra sytuacja, szukam sobie jakiegos lokalu na 4 dni ich pobytu. jesli ktos chce mnie przygarnac - karmic mnie, poic, sprzatac po mnie i sluchac moich komentarzy do filmow przez 4 doby, bede wdzieczna jesli do mnie zadzwoni i sie zaoferuje. :)


eh 2006-12-21

ostatnio balam sie pisac, bo pisalabym szczerze, a napisanie niektorych rzeczy uswiadomiloby mi cos, czego swiadoma wcale nie chce byc. to wszystko na ten temat.

jutro mam wigilie klasowa, wlasciwie 2 klas. powiedzialam o tym mamie, a ona na to, zebym sie za bardzo nie skatowala.. chcialam powiedziec ze bedziemy tylko dzielic sie oplatkiem i zyczyc sobie wesolych swiat, a nie pic wodke.

slowa o duzym znaczeniu powoli sie materializuja i wychodzi na wierzch ich glebia. wywracaja sie wrecz na druga strone, jak kieszen, kiedy chcemy pokazac ze jest pusta - zawsze wiemy ze kieszen to kieszen i mamy swiadomosc tego ze moza tam wsadzic i wyjac z niej cokolwiek sie zmiesci, ale nie pamietamy jak wyglada. slowo ktore ostatnio jest moja kieszenia to przyjazn. niektore kieszenie maja w srodku inny kolor niz myslalam, a kilka jest dziurawych. ale ciagle tylko ja mam do nich dostep i to w nich lubie.

a teraz wiersz:

Chcę mieć Cię w swych ustach
I sypiać z Tobą chcę
Ty ból mój zawsze łagodzisz
Gdy najebię się.



fraszka nosi tytul 'do Wody' i jest konkluzja moich ostatnich przemyslen na kacu. mysle, ze woda jest jedyna Dobra Rzecza na swiecie. rano jak sie budze i nie moge podniesc glowy z bolu, smierdze alkoholem a czesto i fajami, jestem pognieciona i rozmazana, Woda stoi sobie obok mojego lozka, czysta, swieza i slodka. pijac ja, jestem szczesliwa jak nigdy, powtarzam sobie ze od tej chwili bede pic tylko Wode.
po paru godzinach znowu chce wódki.


dzien jak codzien 2006-12-13

mialam w nocy oobe. 4. raz w zyciu. z reszta, istotny tu jest strach ktory paralizuje nawet odruchy bezwarunkowe i nie pozwala ci oddychac kilkanascie pierwszych sekund po tym, jak budzi cie twoj wlasny krzyk. zasnelam dopiero nad ranem, na jakies 2 godziny. bylam zmuszona olac przez to matme, z reszta nie bylam w nastroju. niech mnie miesza z blotem i wyzywa od analfabetow, ale kurwa, dopiero od 8.15, a nie pieprzonej 7.25!
zimno w drodze do szkoly rozpaczliwie probowalo mnie otrzezwic. "-to na nic, wszak to sen jedynie."
na pierwszej lekcji postanowilam telepatycznie wywalic korki w salach, bo na korytarzu jest elektryczna szafa wydajaca w zamian za srebrne monety KOFEINE. brak swiatla bynajmniej nie odniosl podobnego do niej skutku w pobudzeniu mojego galaretowatego wypelniacza czaszki.
dwa sprawdziany, wolna lekcja - grunt to rownowaga. "niech ryczy z bolu ranny łoś, niech zwiarz zdrow obiega knieje. ktos nie spi, by spac mogl ktos, oto sa zwyczajne dzieje". lubie ten cytat, pewnie dlatego ze reszta jaka znam jest z kreskowek, a nie Shakespeara, co dosyc kontrastuje je pod wzgledem jezyka (bynajmniej nie przekazu!).
przyjemnie otepiona pozalowalam wyjscia z domu na ostatniej lekcji. widzialam doskonale jak zegar sie ze mnie SMIEJE. tylko korzystal z okazji gdy nikt nie patrzy i rozpraszal mnie, robil glupie miny, szepnal "nigdy nie dotkne dziesiatki." potem wyginal tymi wskazowkami i wyginal, jak bardzo zlosliwa guma do zucia. nie wytrzymalam.
M. odezwal sie o jeden raz za duzo. wcale nie chcialam tego robic, moja reka pobudzona naglym impulsem sama zanurkowala do torby i podjela decyzje szybciej niz ktokolwiek w klasie mogl sie odwrocic w stone mojej ostatniej lawki. przez pierwsza sekunde panowala cisza, czekalam na krzyk. nikt sie nie odezwal, ale krople potu ktore zrosily ich ciala byly doskonale slyszalne. tan miekki dzwiek odbija sie echem w mojej glowie nawet teraz. po opadnieciu mgly przed moimi oczami, opuscilam reke i powoli polozylam pistolet kolo zeszytu. kobieta nerwowo odchrzaknela i probowala kontynuowac, przy trzeciej nieudanej probie dokonczenia zdania zasmiala sie histerycznie i znowu byla soba. przestalam istniec, nikt juz mnie nie widzial, a jednoczesnie ciezar ich spojrzen byl trudniejszy do zniesienia niz smrod rozbryzdanych na podlodze, przegnilych flakow.
czulam sie lekko niczym platek sniegu! pozornie wolna, odwracalam swoja uwage od oczywistej dekadencji.


ondulacja-dewastacja 2006-12-10

moja matka, bedac w ciazy ze mna, zrobila sobie trwala. jestem PEWNA ze TO spowodowalo trwale uszkodzenie mojego nierozwinietego jeszcze wtedy mozgu.
kobiety w ciazy! nie robcie sobie trwalych! nie dosc ze bedziecie wygladac jak sklepowe, to do poznej starosci bedziecie sie ludzic ze cos jeszcze z tego dzieciaka bedzie! nie warto!


dochodzenie prawdy, cz.2 2006-12-09

mam inna teorie:
zostalam urodzona w konkretnym celu, ale zupelnie roznym od tego wiekszosci ludzi. chodzi mi o to, ze wszystko co mnie spotyka zostalo starannie przewidziane przez Opatrznosc aby w moim umysle wysyntezowaly mysli, ktore doprowadza mnie do odktycia ostatecznej Prawdy. dokladnie tak jak Budda.
podejrzewam ze jestem po prostu nowym mesjaszem, tylko musze znalezc swoje drzewo pod ktorym moge usiasc.


dochodzenie prawdy, cz.1 2006-12-08

podejrzewam u siebie shizofrenie. mam wrazenie ze zyje w swiecie ktory wymyslil ktos inny, jako bohaterka filmu czy ksiazki.. to mnie zupelnie zniecheca do odkrywania swojej roli w tym wszystkim bo nawet nie mam wlasnej woli, wiec poczekam na jakies urozmaicenie akcji. poki co wszedzie widze znaki, jakbym ciagle byla w swiadomym snie, tylko nie moge kontrolowac niczego, chociaz niektore rzeczy sprawiaja takie wrazenie.
moze tak naprawde zapadlam w spiaczke w wieku dzieciecym i teraz leze gdzies sobie pod kroplowka i tylko moj umysl kreuje bieg zdarzen na podstawie swiata ktory zdarzylam poznac.
moze wszystkie moje chore sny sa tak naprawde przeblyskami z tamtej realnosci, czy to jako polprzebudzenie ze spiaczki czy obrazy przekazane mi przez mojego rezysera, ktory za pozno pozalowal jendowymiarowosci swojego dziela.
moze jestem tylko czyims alter ego, wymyslonym przyjacielem albo nieswiadoma halucynacja innego shizofrenika.
czy tez eksperymentem psychologicznym zamknietym w swiecie idei, obserwowanym 24 godziny na dobe, zamienianym na tabele, notatki i dane.
zdalam wasz pieprzony egzamin?!


postanowienia..? 2006-12-04

nie zyje kalendarzami ani zegarkami, nigdy nie wiem jaki dzien tygodnia czy miesiac, a czasem mam watpliwosci co do roku.. w kazdym razie, wlasnie sie zorientowalam, przez moje niedbalstwo, ze adwent sie zaczal. czy to nie pora na postanowienia? a moze dopiero od nowego roku? sama juz nie wiem, ale zrobie tak: postanowienia adwentowe wypisze i bede sie starac ich przestrzegac, a tych, ktore mi wychodza na dobre bede sie trzymac od stycznia.
1. bede mldaco mila dla nauczycieli, nawet od matematyki, i zalicze wszystkie przedmioty
2. nie bede opuszczac szkoly!
3. bede uczyc sie rosyjskiego CODZIENNIE
4. nie bede obgadywac ani dokuczac ludziom
5. nie bede sie wysmiewac z cudzego gustu
6. bede odpowiadac kultura na chamstwo
7. nie bede marudzic
8. nie zakocham sie
9. naucze sie organizowac sobie czas!
10. przestane pic tyle mocnej kawy

ale nadal bede:
upijac sie w ciagu tygodnia,
pyskata,
oklamywac rodzicow,
namawiac do ZŁA
etc :)

wszak idealem nie chce byc wcale


e-blogi.pl zymzym.info
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]